W dniu 30 grudnia 2010 roku przeprowadzono w naszej jednostce wewnętrzne ćwiczenia bojowe. W tym celu zwrócono się z prośbą do Pana Konstantego Kowala, Prezesa Spółdzielni Produkcyjnej „Nowa Droga” w Czudcu, o udostępnienie pustostanu znajdującego się w miejscowości Konieczkowa (obok kompleksu kurników). Budynek ten ze względu na gęstą sieć korytarzy, obszerne podpiwniczenie, jak również kilka klatek schodowych i wejść, nadawał się idealnie do ćwiczeń.

Głównym celem manewrów było utrwalenie schematów postępowania podczas gaszenia pożarów wewnętrznych (głównie mieszkań). W tym celu szkolenie podzielono na kilka etapów, po których wykonaniu omawiano spostrzeżenia ratowników i wyciągano wnioski.

Pierwszym etapem była symulacja poruszania się ratowników w pełnym uzbrojeniu i sprzęcie ochrony dróg oddechowych wzdłuż nawodnionej linii gaśniczej w warunkach całkowitego zadymienia. Zanim jednak ktokolwiek założył aparat, omówiono kompleksowo jego budowę, przypomniano jakie zagrożenia wiążą się ze stosowaniem sprzętu ODO i podano praktyczne wskazówki korzystania z powyższego sprzętu. W rzeczywistości podczas wykonywana zadania zamiast dymu, wizjery w maskach ratowników były zaklejone nieprzezroczystą folią aluminiową, a celem ćwiczącego było dotarcie po nawodnionym i splątanym  odcinku W-52 do prądownicy. Ćwiczenie to odzwierciedlało sytuację, w której strażak pracujący w dużym zadymieniu i w budynku z nieznanym układem pomieszczeń zmuszony jest do wycofania się. Wtedy najłatwiej to zrobić wzdłuż linii wężowej, co daje pewność trafienia do wyjścia.

Kolejnym etapem szkolenia było zapoznanie ratowników z działaniem gaśniczym prądów wody podczas pożarów wewnętrznych. Tym razem strażacy ćwiczyli w rotach. Założenie było takie, że w pomieszczeniu do którego wchodzili, szybko rozwijał się pożar. Ich zadaniem było wejście do zagrożonej strefy z nawodnioną linią i pełnym ekwipunkiem, poruszając się nisko na nogach (na kolanach). Jednocześnie używając prądu rozproszonego (parasol wodny z kątem rozproszenia około 60 stopni) prądownicy typu turbo-jet, za pomocą krótkich strzałów (jednorazowe podanie wody trwało ułamek sekundy) schładzali strefę podsufitową nad własnymi głowami, aby nie dopuścić do rozgorzenia, które mogłoby im odciąć drogę powrotną. Ostatnim elementem ćwiczenia była ewakuacja poszkodowanego, którego ratownicy znajdowali w płonącym pomieszczeniu.

Trzecia część szkolenia dotyczyła sposobów postępowania z osobą poszkodowaną ewakuowaną z pożaru. Przedstawiono odpowiednie procedury medyczne PSP dotyczące poparzeń zewnętrznych, poparzeń górnych dróg oddechowych i zatruć gazami pożarowymi. Przećwiczono sposoby ewakuacji poszkodowanego, jak również omówiono sposób wyznaczenia tzw. strefy bezpiecznej (miejsca gdzie udziela się pierwszej pomocy przedmedycznej). Każdy ratownik miał okazję zapoznać się ze sprzętem stanowiącym wyposażenie zestawu PSP R1, będącego na wyposażeniu naszej jednostki.

Czwartą, podsumowującą częścią ćwiczeń były rozwinięcia bojowe (symulacja możliwych zdarzeń pożarowych). Strażacy zostali podzieleni na zastępy. Samochodem dysponowanym do zdarzenia był GCBA 5/36 MAN. Jego obsadę stanowiło 4 ratowników, dowódca i operator sprzętu specjalnego. Strażacy dostawali, tylko takie informację, jakie standardowo dostaje zespół dysponowany do zdarzenia, czyli co się pali, gdzie, ewentualnie informację o możliwości znalezienia osób poszkodowanych. Dowódca samochodu przyjeżdżając na miejsce zdarzenia sam musiał podejmować decyzje o tym jakie działania podjąć, czy siły i środki są wystarczające, czy wprowadzenie ratowników do budynku jest bezpieczne, i wiele innych niełatwych decyzji. Działaniom strażaków przyglądali się pozostali niećwiczący koledzy, co pozwalało na rzetelną ocenę działań i wyciąganie wniosków. Warunki w których ćwiczono były realistyczne. Do imitacji zadymienia wykorzystano świece dymne oraz niewielką ilość wilgotnego siana, które po spaleniu daje dym o sporej gęstości optycznej. W efekcie otrzymywano zmniejszenie widoczności do kilkudziesięciu centymetrów. Oddychanie bez zastosowania sprzętu ODO było w tych warunkach niemożliwe. Poszkodowanego imitował manekin (StefanJ) pożyczony z JRG Strzyżów. W pomieszczeniach gdzie zadymienie nie występowało, wykorzystano również żywych pozorantów. Ćwiczenia stały się znacznie ciekawsze, a warunki jeszcze trudniejsze, gdy zaczął zapadać zmrok. Ratownicy przeszukiwali budynek, w którym kilkanaście pomieszczeń łączył labirynt korytarzy. Poruszali się przy podłodze z nawodnioną linią gaśniczą, jednocześnie szukając poszkodowanego. Była noc. Używano latarek, jednak mimo to ogromne zadymienie nie pozwalało widzieć dalej niż na wyciągnięcie ręki. Komunikację w rocie utrudniało zastosowanie sprzętu ochrony dróg oddechowych. Strażacy oprócz aparatów ODO nieśli ze sobą sprzęt burzący (chuligan), sprzęt oświetleniowy i łączność, a podczas pożaru piwnicy również linkę ratowniczą. Kiedy udało im się znaleźć poszkodowanego, natychmiast zostawiali wszystko i ewakuowali go w miejsce bezpieczne, gdzie przekazywali poszkodowanego drugiej rocie, po czym niezwłocznie wracali do zagrożonej strefy. W trakcie ćwiczeń udało się zrealizować trzy takie założenia taktyczne. 2 razy źródło pożaru znajdowało się na pierwszej kondygnacji, tam też znajdowano poszkodowanego (łatwiejsze założenie). Za trzecim razem natomiast pożar rozwijał się w piwnicy. Pomimo tego że budynek posiadał 2 kondygnacje, ze względu na bezpieczeństwo ćwiczących (zły stan obiektu i brak barierek na klatce schodowej) założenia z pożarem na piętrze nie udało się zrealizować.

Po zakończeniu działać przyszedł czas na podsumowanie i wyciągnięcie wniosków. Po powrocie do remizy, wyczyszczeniu i sprawdzeniu sprzętu, można było spokojnie usiąść przy gorącej herbacie (w dniu ćwiczeń temperatura na zewnątrz była ujemna) i podzielić się wrażeniami ze szkolenia. Stwierdzono zgodnie, że manewry takie są potrzebne. Uczą przydatnych nawyków, poprawiają współpracę miedzy poszczególnymi ratownikami, pokazują na co należy zwrócić szczególna uwagę prowadząc działania ratownicze, wreszcie poprawiają mobilność i wartość bojową jednostki. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem kolejne manewry (może w trochę innej formie) odbędą na wiosnę, a sprawozdanie z nich ukarze się na naszej stronie internetowej.

W tym miejscy pragniemy jeszcze podziękować Panu Konstantemu Kowalowi, Prezesowi Spółdzielni Produkcyjnej „Nowa Droga” w Czudcu, za udostępnienie obiektu, bez którego nie moglibyśmy przeprowadzić naszych ćwiczeń. Dziękujemy również Komendantowi Powiatowemu PSP w Strzyżowie st. bryg. Bogusławowi Brodzie za udostępnienie manekina.